środa, 30 listopada 2011
A co by było...
...gdybym została we Francji, jeszcze pół roku? Poszukałabym sobie stażu (licząc, że ktoś mnie przyjmie z moim francuskim), poszła na studia magisterskie trochę później, zlekceważyła na jakiś czas chemię na AGH, i spróbowała sobie poukładać wszystko inaczej?
czwartek, 24 listopada 2011
O podrywie
Porobiły mi się ostatnio listowne i blogowe zaległości. Jak to (dzisiaj) do kogoś pisałam, czas we Francji przelatuje mi przez palce. Nawet mam ładne porównanie – czas jest jak gleba :P, z idealną krzywą uziarnienia (czyli ma zarówno cząstki bardzo drobne, pylaste, jak i nieco grubsze, piaski, a nawet żwir). Przesiewamy ten czas przez sita naszych zajęć, co w nie złapiemy to nasze ;). Im mamy więcej do zrobienia, tym więcej sit (o różnych oczkach) używamy, bo szkoda nam każdej straty. Pewnie, że są zajęcia wymagające dużej ilości czasu (np. moja wibromechanika), ale także takie, którym wystarczy odrobinka, by posunąć się do przodu (ciekawą książkę da radę przeczytać w autobusie (o ile nie jest w znienawidzonym przeze mnie pdf-ie)). Gdy mamy mało zajęć, ze wszystkim i tak zazwyczaj zdążamy (albo nam się tak tylko wydaje), nie chce nam się bawić w sklejanie drobin zostawionych przez Chronosa i olewamy tą ‘grę niewartą świeczki’, dając sobie prawo do odpoczynku.
Tak w ogóle, chciałam napisać o życiu religijnym Francuzów (tzn. o kościółkach w Compiègne) i podsumować ankietę. O kościołach nie będzie dziś (bo nie mam zdjęć), a cała reszta i tak zajmuje strasznie dużo miejsca. Postaram się przygotować coś w najbliższym czasie. Wobec tego: pytanie w ankiecie brzmiało ‘Ile czasu potrzeba Ci na podryw?’, przy czym była załączona definicja owego podrywu: ‘zainteresowanie sobą wybranej osoby płci przeciwnej(w celach niewykluczających romansu), kończące się posiadaniem jej numeru telefonu, lub innej informacji pozwalającej się kontaktować w przyszłości' .
Ankieta cieszyła się małą frekwencją (właściwie nie wiem dlaczego, może temat się nie spodobał?), i właściwie ciężko z niej cokolwiek wywnioskować. Zacznę od tego, że większość nawiązuje znajomości w sposób dość tradycyjny, po prostu spotykając się z ‘tym kimś’, kroczek po kroczku tworząc relację i zdobywając przychylność swojej ofiary. Jeden Łamacz Serc stwierdził, że nie trzeba mu na podryw więcej niż 15 min. Czytałam gdzieś ostatnio (nie potrafię sprecyzować ani źródła, ani tego ‘ostatnio’), że mężczyzna podczas spotkania patrzy na kobietę 8 sekund, jeśli jest nią zainteresowany. Zakładając, że obie strony ‘spodobają się sobie wzajemnie’, następne 14 minut z hakiem to czas wystarczający akurat na wymienienie podstawowych informacji, w tym zaplanowanie kolejnego ‘widzenia’. Myślę, że można tego dokonać nawet w niesprzyjających okolicznościach jazdy ‘stodwudziestkądziewiątką’ na uczelnię ;). Podróż koleją stwarza większe możliwości, chociaż mając za sobą tak mało przejazdów, nie powinnam się wypowiadać na temat technicznych aspektów pociągu do miłości. W sześcioosobowej grupie brak osób, które uważają, że podryw jest jednostronnym obowiązkiem spoczywającym na 'nie naszej' stronie, i znalazła się jedna, nieposiadająca doświadczeń z tego zakresu. (właściwie to ostatnie zdanie nic nie wnosi).
Cóż mogę dodać? Zastanawiałam się, czy można by wyróżnić podryw czynny i bierny. To jest czynny, gdy rozmawiasz z kimś i ten ktoś wie, o co ci chodzi (obojętnie, kto zaczął), oraz bierny, gdy przykładowo uśmiechasz się do kolegi na drugim końcu sali, lub w autobusie. Także, czy można podrywać, nie wiedząc o tym (bo w drugą stronę z pewnością się da ;) ). Nie wiem, 'podrywanie' to chyba trudny proces. Więc na koniec – udanych podrywów Wam życzę? ;).
Z ciekawych, aktualnych rzeczy:
Wczoraj, w porze przedwiadomościowej odkryłam tutaj francuską wersję Familiady. Już nic mnie nie zdziwi :P, oglądałam z fascynacją :D.
Nie było dziś wyników z wibromechaniki, ale dowiedziałam się, że na UTC nie można poprawiać egzaminów. Jeśli ktoś jest w stanie wskazać mi jakiekolwiek książki z zakresu równań ruchu (po polsku, ewentualnie po angielsku) z chęcią przyjmę, bo jakby na to nie patrzeć – muszę się tego nauczyć. Brrrr...
Pani od francuskiego wzięła się za nas porządnie, i co tydzień mamy kartkówkę z odmiany 10 czasowników, po kolei z każdego bescherella (to 6 książeczek z odmienionymi czasownikami, pogrupowanymi chyba wg trudności i nieregularności). Oszczędzono nam nauki czasu past simple i subjonctifów, oprócz subjonctif présent. Nie zmienia faktu, że dla osób, które nie miały wcześniej francuskiego w szkole niemożliwością jest opanowanie wszystkiego, a już tym bardziej zapamiętanie i zrozumienie. Powinnam kłaniać się w pas każdej mojej wcześniejszej nauczycielce fr, która bezlitośnie czepiała się końcówek i wymyślnych akcentów ;). Przy okazji, po tylu latach dowiedziałam się, że... forma przeszła ‘fus’ (i jej pokrewne) pochodzi od czasownika être (być), a nie faire (robić)(jak byłam nie wiedzieć czemu przekonana) :P, dzięki czemu opowiastki dla dzieci nie wydają mi się aż tak nielogiczne jak dotąd ;).
Wszystkim miłego wieczoru!
Tak w ogóle, chciałam napisać o życiu religijnym Francuzów (tzn. o kościółkach w Compiègne) i podsumować ankietę. O kościołach nie będzie dziś (bo nie mam zdjęć), a cała reszta i tak zajmuje strasznie dużo miejsca. Postaram się przygotować coś w najbliższym czasie. Wobec tego: pytanie w ankiecie brzmiało ‘Ile czasu potrzeba Ci na podryw?’, przy czym była załączona definicja owego podrywu: ‘zainteresowanie sobą wybranej osoby płci przeciwnej(w celach niewykluczających romansu), kończące się posiadaniem jej numeru telefonu, lub innej informacji pozwalającej się kontaktować w przyszłości' .
Ankieta cieszyła się małą frekwencją (właściwie nie wiem dlaczego, może temat się nie spodobał?), i właściwie ciężko z niej cokolwiek wywnioskować. Zacznę od tego, że większość nawiązuje znajomości w sposób dość tradycyjny, po prostu spotykając się z ‘tym kimś’, kroczek po kroczku tworząc relację i zdobywając przychylność swojej ofiary. Jeden Łamacz Serc stwierdził, że nie trzeba mu na podryw więcej niż 15 min. Czytałam gdzieś ostatnio (nie potrafię sprecyzować ani źródła, ani tego ‘ostatnio’), że mężczyzna podczas spotkania patrzy na kobietę 8 sekund, jeśli jest nią zainteresowany. Zakładając, że obie strony ‘spodobają się sobie wzajemnie’, następne 14 minut z hakiem to czas wystarczający akurat na wymienienie podstawowych informacji, w tym zaplanowanie kolejnego ‘widzenia’. Myślę, że można tego dokonać nawet w niesprzyjających okolicznościach jazdy ‘stodwudziestkądziewiątką’ na uczelnię ;). Podróż koleją stwarza większe możliwości, chociaż mając za sobą tak mało przejazdów, nie powinnam się wypowiadać na temat technicznych aspektów pociągu do miłości. W sześcioosobowej grupie brak osób, które uważają, że podryw jest jednostronnym obowiązkiem spoczywającym na 'nie naszej' stronie, i znalazła się jedna, nieposiadająca doświadczeń z tego zakresu. (właściwie to ostatnie zdanie nic nie wnosi).
Cóż mogę dodać? Zastanawiałam się, czy można by wyróżnić podryw czynny i bierny. To jest czynny, gdy rozmawiasz z kimś i ten ktoś wie, o co ci chodzi (obojętnie, kto zaczął), oraz bierny, gdy przykładowo uśmiechasz się do kolegi na drugim końcu sali, lub w autobusie. Także, czy można podrywać, nie wiedząc o tym (bo w drugą stronę z pewnością się da ;) ). Nie wiem, 'podrywanie' to chyba trudny proces. Więc na koniec – udanych podrywów Wam życzę? ;).
Z ciekawych, aktualnych rzeczy:
Wczoraj, w porze przedwiadomościowej odkryłam tutaj francuską wersję Familiady. Już nic mnie nie zdziwi :P, oglądałam z fascynacją :D.
Nie było dziś wyników z wibromechaniki, ale dowiedziałam się, że na UTC nie można poprawiać egzaminów. Jeśli ktoś jest w stanie wskazać mi jakiekolwiek książki z zakresu równań ruchu (po polsku, ewentualnie po angielsku) z chęcią przyjmę, bo jakby na to nie patrzeć – muszę się tego nauczyć. Brrrr...
Pani od francuskiego wzięła się za nas porządnie, i co tydzień mamy kartkówkę z odmiany 10 czasowników, po kolei z każdego bescherella (to 6 książeczek z odmienionymi czasownikami, pogrupowanymi chyba wg trudności i nieregularności). Oszczędzono nam nauki czasu past simple i subjonctifów, oprócz subjonctif présent. Nie zmienia faktu, że dla osób, które nie miały wcześniej francuskiego w szkole niemożliwością jest opanowanie wszystkiego, a już tym bardziej zapamiętanie i zrozumienie. Powinnam kłaniać się w pas każdej mojej wcześniejszej nauczycielce fr, która bezlitośnie czepiała się końcówek i wymyślnych akcentów ;). Przy okazji, po tylu latach dowiedziałam się, że... forma przeszła ‘fus’ (i jej pokrewne) pochodzi od czasownika être (być), a nie faire (robić)(jak byłam nie wiedzieć czemu przekonana) :P, dzięki czemu opowiastki dla dzieci nie wydają mi się aż tak nielogiczne jak dotąd ;).
Wszystkim miłego wieczoru!
poniedziałek, 21 listopada 2011
Opaczność.
Kilka minut po 18 zaczęłam tu przelewać na piksele jakąś swoją idiotyczną teorię, spowodowaną po troszę złością i smutkiem. Idiotyczną, bo nie przemyślaną do końca i właściwie prowadzącą donikąd. Chodziło mi przede wszystkim o to, od kiedy człowiek przestaje być egoistą, a zaczyna żyć po swojemu, patrząc na potrzeby innych, ale nie kierując się wyłącznie nimi. Właśnie w tą stronę. Nie wymyśliłam nic, poza tym, że życie jest pełne nieodpowiedzialnych osób, które sprawiają, że inne są nieszczęśliwe. A by z kolei te nieszczęśliwe uszczęśliwić, trzeba wyrównać poziom szczęśliwości swoim własnym, prywatnym, które planowało się przeznaczyć na coś innego (przepraszam, jeszcze nie ochłonęłam do końca). Ale po co na siłę uszczęśliwiać tych, których się nie skrzywdziło? Trudno, trzeba wierzyć, że szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli (jestem dziś przekonana, że układał tą zasadę jakiś nie-fizyk, który nie miał bladego pojęcia o stratach spowodowanych tarciem, nagrzewaniem itp.).
Ale jest dobrze, coś wymyślę ;).
Poza tym, pozwolę sobie zacytować niejaką Powykręcaną Rękę Od Krzesła:
1. Na poprawę humoru:
'Co: Proponuję się uśmiechnąć.
Jak: najlepiej jak najszerzej :)'
2. Tak ogólnie:
'...w tym całe piękno czasu, że płynie i mija, a chwile są ulotne.'
Chwile są ulotne, więc może warto poświęcić ich kilka? Tylko to też może działać w dwie strony.
Dla mnie jednak najcenniejszy byłby teraz tirowiec. Myślicie, że mam tą upragnioną jedną szansę na milion?
Merci bien!
PS Licznik trochę zwariował, ale się nie przejmujcie, i tak nigdy nie wiedziałam, co tak dokładnie liczy.
PPS Podobno trzeba 7 razy powtórzyć jakieś słówko w języku obcym, żeby się go nauczyć. Wracając do siebie będę się uśmiechać jak szalona.
PPPS Jednak nie potrafię, moim zdaniem to głupie i gdyby tylko ktoś chciał, dałoby się wszystkiego uniknąć. Ale jak mus to mus.
(zazwyczaj mówię 'jak mus, to... owocowy', ale chyba mało kto by się zorientował, o co chodzi).
Ale jest dobrze, coś wymyślę ;).
Poza tym, pozwolę sobie zacytować niejaką Powykręcaną Rękę Od Krzesła:
1. Na poprawę humoru:
'Co: Proponuję się uśmiechnąć.
Jak: najlepiej jak najszerzej :)'
2. Tak ogólnie:
'...w tym całe piękno czasu, że płynie i mija, a chwile są ulotne.'
Chwile są ulotne, więc może warto poświęcić ich kilka? Tylko to też może działać w dwie strony.
Dla mnie jednak najcenniejszy byłby teraz tirowiec. Myślicie, że mam tą upragnioną jedną szansę na milion?
Merci bien!
PS Licznik trochę zwariował, ale się nie przejmujcie, i tak nigdy nie wiedziałam, co tak dokładnie liczy.
PPS Podobno trzeba 7 razy powtórzyć jakieś słówko w języku obcym, żeby się go nauczyć. Wracając do siebie będę się uśmiechać jak szalona.
PPPS Jednak nie potrafię, moim zdaniem to głupie i gdyby tylko ktoś chciał, dałoby się wszystkiego uniknąć. Ale jak mus to mus.
(zazwyczaj mówię 'jak mus, to... owocowy', ale chyba mało kto by się zorientował, o co chodzi).
czwartek, 17 listopada 2011
Retour
Jeśli ktoś nie ma nad czym się zastanawiać przed snem (albo w czasie wolnym, ewentualnie podczas wykładów, gotowania, kąpieli, podróży etc.) może mógłby mi pomóc wymyślić jakiś przede wszystkim tani sposób powrotu na święta do Polski?
Mogę wyjechać z Compiegne dopiero 21 grudnia o 15 (jeśli nic się nie zmieni, wcześniej mam... egzamin), i chciałabym zdążyć do domu na wieczór 24 grudnia ;). Wracać mogę kiedykolwiek, byleby 4 stycznia móc pójść o 8 rano na zajęcia. Potrzebny mi transport do Polski (dowolne miasto, chociaż wiadomo, że najlepiej Sanok, potem Kraków, ewentualnie coś po drodze ;) ), lub (uwaga!) do Berlina.
Nie straszne mi żadne niedogodności (w końcum młoda!), a wszelkie urozmaicenia podróży przyjmę z dziką radością. Może znacie przyjaznego Tirowca, który wozi mrożonki (albo czekoladę ;) ) na trasie Paryż - Kraków?
Dzięki za wszelką pomoc i przyjazne myśli ;)
Mogę wyjechać z Compiegne dopiero 21 grudnia o 15 (jeśli nic się nie zmieni, wcześniej mam... egzamin), i chciałabym zdążyć do domu na wieczór 24 grudnia ;). Wracać mogę kiedykolwiek, byleby 4 stycznia móc pójść o 8 rano na zajęcia. Potrzebny mi transport do Polski (dowolne miasto, chociaż wiadomo, że najlepiej Sanok, potem Kraków, ewentualnie coś po drodze ;) ), lub (uwaga!) do Berlina.
Nie straszne mi żadne niedogodności (w końcum młoda!), a wszelkie urozmaicenia podróży przyjmę z dziką radością. Może znacie przyjaznego Tirowca, który wozi mrożonki (albo czekoladę ;) ) na trasie Paryż - Kraków?
Dzięki za wszelką pomoc i przyjazne myśli ;)
wtorek, 15 listopada 2011
Belgia
Zamieszczam szybką relację z Belgii (pozmieniałam trochę wczorajszy list do mamy, mam pisaniowstręt ostatnio. Za to jest bogaty w szczegóły typu 'co jadłam na obiad' - nie wiem, czy Wasze mamy też się tym tak bardzo interesują?). W piątek mam egzamin z wibromechaniki (który jeszcze mi się nie bardzo widzi), więc zdjęcia zamieszczę gdy będę miała więcej czasu. I tak są na nich przede wszystkim ładne budynki, więc nic pilnego. (miałam wkleić tutaj zdjęcie morza na pocieszenie, ale przed wyjściem zapomniałam przegrać zdjęcia z aparatu. Dodam jutro ;) ).
'Otóż weekend erasmusowy w Belgii był wspaniałym pomysłem, bardzo dobrze się bawiłam cały czas niemal, poza tym powrócił stary, akademikowy zwyczaj spania po 4 godziny ;). Belgia jest ładnym krajem, chyba przez te 3 dni spodobała mi się bardziej niż Francja (chociaż Francja jest też wspaniała i zadbana, właściwie nie wiem, co mi w niej nie pasuje). Zwiedziliśmy Brukselę (pomijając to, że w kilka godzin nie da się zobaczyć miasta), Nieuport (tam mieszkaliśmy na campingu) i przepiękną Brugię. Architektura niesamowita, w ogóle to miasta, gdzie zabytek popycha zabytek, wszystko jest naprawdę ładne i takie 'szlachetne' (tylko taki przymiotnik oddaje moje uczucia względem budynków, trochę nie pasuje, ale trudno). No i byliśmy nad morzem ;) (nie mogłam się powstrzymać, i wzięłam strój kąpielowy, choć wiedziałam, że nie będzie można pływać). Na plaży zajmujący się nami Francuzi przewidzieli ćwiczenia i zabawy, graliśmy w dwa ognie, w ziemniaka, i było naprawdę super ;). Ganialiśmy po wietrznej plaży bez płaszczy, bez butów, a nie mam nawet kataru ;) (co potwierdza moją tezę, że od rzeczy przyjemnych i sprawiających radość się nie choruje :D). Z ciekawych miejsc zwiedziliśmy browar belgijski (nie pamiętam, jakie piwo produkował, zaczynało się na 'k'. Pan oprowadzający mówił po francusku z akcentem belgijskim, to zdecydowanie nie wersja dla mnie :P), oraz... małą fabrykę czekolady ;) (jedna linia produkcyjna w sklepie, ale zawsze miło popatrzeć). I degustacja gratis ;).
Co do ludzi - poznałam ich dużo (chociaż na samą wycieczkę nie pojechało wiele osób, zostały miejsca w autobusie - czas egzaminów śródsemestralnych). Wyjeżdżając, znałam tylko Youssefa - nie lubię takich sytuacji, gdy jadąc na wycieczkę nie znam prawie nikogo, chociaż uwielbiam swobodę i odpowiadanie tylko za siebie. Mieszkaliśmy po 6 osób w karawanach - są to przyczepy campingowe, wyposażone w podstawowe media, dość wygodne (znałam je wcześniej, moi znajomi z Anglii potrafili mieszkać w nich przez kilka lat, w kilka osób). W mojej znaleźli się Youssef, Guilherme i Naia z Brazylii, Igor z Ukrainy i Yasmine robiąca na UTC doktorat.Jedzenie przygotowywaliśmy sami, z produktów dostarczonych przez członków ESPERANTO (organizacja studencka, która się zajmuje obcokrajowcami), pierwszego dnia makaron z sosem Bolognese, a drugiego... ziemniaki i parówki z puszki :P. Wieczorami były dyskoteko-imprezy, z różnymi grami (graliśmy też w 'palce w pralce' ;) ). Było fajnie, nikt nie umiał jakoś szczególnie dobrze tańczyć, a że było nas mało, każdy dbał o każdego i wszyscy bawili się razem. Drugiego dnia (przez duży przypadek, i chyba trochę przez moją wieczną ochotę do wspólnego śpiewania, aktywności typu 'dwa ognie', uśmiechanie się do całego autobusu i jakieś minimalne umiejętności taneczne) zdobyłam tytuł (jakkolwiek to głupio nie wygląda) Miss Weekend ;). Cieszę się (poza jakąś niepotrzebną acz natarczywą myślą w głowie, że zawiodę wszystkich dookoła), i za duże osiągnięcie uważam nie spuszczanie głowy w kluczowych momentach ;). Wracając śpiewaliśmy piosenkę 'La maison de ma tanteeee!', to był udany weekend.'
Teraz krótkie objaśnienie do ankiety. Robiłam ją też szybko, więc myślę, że popularne będą odpowiedzi 'tak/nie, z innego powodu' ;) (byłoby miło, gdyby po wybraniu tej odpowiedzi, ktoś mi jednak ten powód przedstawił). Możecie wybrać kilka opcji, liczę, że nikt nie zaznaczy jednocześnie 'tak' i 'nie' ;). W odpowiedzi 'tak, jeśli to nikomu nie zaszkodzi' jest gwiazdka - moje małe ubezpieczenie przed opiniami typu 'kłamstwo zawsze komuś szkodzi' - otóż istnieje milion sytuacji, gdy nie szkodzi absolutnie nikomu, nawet w przypadku odkrycia. Miłej zabawy!, i trzymajcie kciuki w piątek!
PS Zapomniałam przedtem dopisać, że w Brugii (i nad morzem) było przeraźliwie zimno, i cały dzień towarzyszyła nam mgła. Przez przypadek (wyjątkowo to nie ja zawiniłam), nie trafiłam w Brugii na miejsce zbiórki. Pomogło mi spacerujące małżeństwo, które było w stanie wskazać drogę na 'duży parking, nie dworzec, gdzie mogą zatrzymywać się autobusy wycieczkowe' ;).
PPS Pan przyjął mnie na laboratoria z wibromechaniki ;), robiłam przez 4,5 godziny ćwiczenia z Brazylijczykiem Fernando - żadne z nas nie wiedziało o co chodzi.
PPPS Na wszystko nieodpisane odpiszę po egzaminie.
'Otóż weekend erasmusowy w Belgii był wspaniałym pomysłem, bardzo dobrze się bawiłam cały czas niemal, poza tym powrócił stary, akademikowy zwyczaj spania po 4 godziny ;). Belgia jest ładnym krajem, chyba przez te 3 dni spodobała mi się bardziej niż Francja (chociaż Francja jest też wspaniała i zadbana, właściwie nie wiem, co mi w niej nie pasuje). Zwiedziliśmy Brukselę (pomijając to, że w kilka godzin nie da się zobaczyć miasta), Nieuport (tam mieszkaliśmy na campingu) i przepiękną Brugię. Architektura niesamowita, w ogóle to miasta, gdzie zabytek popycha zabytek, wszystko jest naprawdę ładne i takie 'szlachetne' (tylko taki przymiotnik oddaje moje uczucia względem budynków, trochę nie pasuje, ale trudno). No i byliśmy nad morzem ;) (nie mogłam się powstrzymać, i wzięłam strój kąpielowy, choć wiedziałam, że nie będzie można pływać). Na plaży zajmujący się nami Francuzi przewidzieli ćwiczenia i zabawy, graliśmy w dwa ognie, w ziemniaka, i było naprawdę super ;). Ganialiśmy po wietrznej plaży bez płaszczy, bez butów, a nie mam nawet kataru ;) (co potwierdza moją tezę, że od rzeczy przyjemnych i sprawiających radość się nie choruje :D). Z ciekawych miejsc zwiedziliśmy browar belgijski (nie pamiętam, jakie piwo produkował, zaczynało się na 'k'. Pan oprowadzający mówił po francusku z akcentem belgijskim, to zdecydowanie nie wersja dla mnie :P), oraz... małą fabrykę czekolady ;) (jedna linia produkcyjna w sklepie, ale zawsze miło popatrzeć). I degustacja gratis ;).
Co do ludzi - poznałam ich dużo (chociaż na samą wycieczkę nie pojechało wiele osób, zostały miejsca w autobusie - czas egzaminów śródsemestralnych). Wyjeżdżając, znałam tylko Youssefa - nie lubię takich sytuacji, gdy jadąc na wycieczkę nie znam prawie nikogo, chociaż uwielbiam swobodę i odpowiadanie tylko za siebie. Mieszkaliśmy po 6 osób w karawanach - są to przyczepy campingowe, wyposażone w podstawowe media, dość wygodne (znałam je wcześniej, moi znajomi z Anglii potrafili mieszkać w nich przez kilka lat, w kilka osób). W mojej znaleźli się Youssef, Guilherme i Naia z Brazylii, Igor z Ukrainy i Yasmine robiąca na UTC doktorat.Jedzenie przygotowywaliśmy sami, z produktów dostarczonych przez członków ESPERANTO (organizacja studencka, która się zajmuje obcokrajowcami), pierwszego dnia makaron z sosem Bolognese, a drugiego... ziemniaki i parówki z puszki :P. Wieczorami były dyskoteko-imprezy, z różnymi grami (graliśmy też w 'palce w pralce' ;) ). Było fajnie, nikt nie umiał jakoś szczególnie dobrze tańczyć, a że było nas mało, każdy dbał o każdego i wszyscy bawili się razem. Drugiego dnia (przez duży przypadek, i chyba trochę przez moją wieczną ochotę do wspólnego śpiewania, aktywności typu 'dwa ognie', uśmiechanie się do całego autobusu i jakieś minimalne umiejętności taneczne) zdobyłam tytuł (jakkolwiek to głupio nie wygląda) Miss Weekend ;). Cieszę się (poza jakąś niepotrzebną acz natarczywą myślą w głowie, że zawiodę wszystkich dookoła), i za duże osiągnięcie uważam nie spuszczanie głowy w kluczowych momentach ;). Wracając śpiewaliśmy piosenkę 'La maison de ma tanteeee!', to był udany weekend.'
Teraz krótkie objaśnienie do ankiety. Robiłam ją też szybko, więc myślę, że popularne będą odpowiedzi 'tak/nie, z innego powodu' ;) (byłoby miło, gdyby po wybraniu tej odpowiedzi, ktoś mi jednak ten powód przedstawił). Możecie wybrać kilka opcji, liczę, że nikt nie zaznaczy jednocześnie 'tak' i 'nie' ;). W odpowiedzi 'tak, jeśli to nikomu nie zaszkodzi' jest gwiazdka - moje małe ubezpieczenie przed opiniami typu 'kłamstwo zawsze komuś szkodzi' - otóż istnieje milion sytuacji, gdy nie szkodzi absolutnie nikomu, nawet w przypadku odkrycia. Miłej zabawy!, i trzymajcie kciuki w piątek!
PS Zapomniałam przedtem dopisać, że w Brugii (i nad morzem) było przeraźliwie zimno, i cały dzień towarzyszyła nam mgła. Przez przypadek (wyjątkowo to nie ja zawiniłam), nie trafiłam w Brugii na miejsce zbiórki. Pomogło mi spacerujące małżeństwo, które było w stanie wskazać drogę na 'duży parking, nie dworzec, gdzie mogą zatrzymywać się autobusy wycieczkowe' ;).
PPS Pan przyjął mnie na laboratoria z wibromechaniki ;), robiłam przez 4,5 godziny ćwiczenia z Brazylijczykiem Fernando - żadne z nas nie wiedziało o co chodzi.
PPPS Na wszystko nieodpisane odpiszę po egzaminie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
