Minął ponad miesiąc od ostatniego posta - sama nie zauważyłam. Nadala twierdzę, że to taki trochę czas dla mnie, który prędzej czy później minie. Nie potrafię stwierdzić, czy wymieniony czas to "czas bez pisania", czy "czas lenistwa wszelakiego"; czy to jest tylko ból gardła, czy zdradziecka angina. Będę wiedzieć za rok :), tymczasem....
... pochłania mnie praca. Z wielu naprawdę stron - obmyślania wykopów, zastanawiania się nad przerwami roboczymi (wykonałam pierwszy w życiu telefon służbowy do pana Romana z firmy produkującej wszelakie oprzyrządowanie przerw roboczych właśnie. Pan Roman jest bardzo miły, na pewno jeszcze do niego zadzwonię przy okazji jakiejś hydroizolacji) i innymi rzeczami, które muszę zamienić na język excelowej podkładki.
Praca jest też źródłem niekończących się rozrywek, wynikających z obecności dość znacznej ilości młodych, dość zgranych stażystów połączonych z wesołymi obcokrajowcami. Uczymy się obcych zwrotów, słysząc polskie formułki wypowiadane ni z juszki ni z pietruszki, oraz mocno akcentowane i przepełnione słuszną dumą 'tak!'. Prócz tego chadzamy na integracje połączone z międzydziałowymi słodkimi słówkami. Chłopcy zapisali się do piłkarskiej biznesligi. 2 mecze wygrane.
... zostałam firmową koordynatorką do spraw Szlachetnej Paczki. Trzymajcie kciuki - o ile w organizacji chyba się w miarę odnajduję, to nie jestem dobra w parciu do przodu przez firmowe, zamknięte drzwi. Ale mam fajną rodzinę :).
... Gdzieniegdzie zaczynają się rekolekcje. Może tym razem jakieś wyzwanie :)?
... Wieloskalowa analiza rozwoju szczeliny w warunkach pełzania? Oh, really?
... Wszystkim, którzy myślą, że coś robią źle, albo, co ciekawsze - że inni robią coś źle, polecam rozdział 21.
I trzymajcie się :).
poniedziałek, 1 grudnia 2014
poniedziałek, 27 października 2014
lęki nocne
Dzisiaj post z cyklu banalnych. Patrzę na krzywą wieżę zadań, którą sobie postawiłam. Jak na magistra budownictwa jest dość słaba. Nierówno rozłożony ciężar w każdej chwili może spowodować katastrofę - a nie chcę zginąć pod gruzami.
Otworzyłam jakąś pracę doktorską. 173 strony tekstu, interlinia tym razem pojedyncza, wąskie marginesy. Niemal na każdej stronie wzór - i te wzory, które mają ledwie kilka literek, które są okraszone dziwnymi akcentami - są nawet straszniejsze niż te przydługawe, wzbudzające strach wśród dzieci. Mam łzy w oczach, bo wiem, ile godzin kosztuje każda taka literka, każdy znaczek. Nie tylko godzin - ile chwil, ilu ludzi, ile wspomnień.
Promise me that all you say is true. That's all I ask of you.
Otworzyłam jakąś pracę doktorską. 173 strony tekstu, interlinia tym razem pojedyncza, wąskie marginesy. Niemal na każdej stronie wzór - i te wzory, które mają ledwie kilka literek, które są okraszone dziwnymi akcentami - są nawet straszniejsze niż te przydługawe, wzbudzające strach wśród dzieci. Mam łzy w oczach, bo wiem, ile godzin kosztuje każda taka literka, każdy znaczek. Nie tylko godzin - ile chwil, ilu ludzi, ile wspomnień.
Promise me that all you say is true. That's all I ask of you.
niedziela, 26 października 2014
Brak czasu, ale you are nice
Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo dziwnym czasem. Myślałoby się, że po 4 latach uskuteczniania kombinacji międzyuczelnianych nabiorę wprawy w wybieraniu rzeczy ważnych z rzeczy ważnych nieco mniej, że multitasking wejdzie w krew i w genotyp (ku radości bądź przerażeniu dziateczek), że bystry umysł i wyćwiczone nogi ogarną wiele miejsc i zadań. Tymczasem lipa.
Nie powiem, że nie daję rady z obowiązkami (bo chyba problem ma inną naturę), ale nie starcza mi czasu na rzeczy ważne. Na te wyselekcjonowane, na te moje, na te, na których mi najbardziej zależy. W tym na ludzi. Boli tym bardziej, że do tej pory się prawie udawało (no i boli wprost proporcjonalnie do niewyspania :P). Jak to niedawno komuś pisałam, nie da się ogarnąć na raz mankamentów czasu i przestrzeni - albo na coś brakuje godziny, albo to coś jest wściekle daleko.
Za to swoistą rekompensatą są miłe słowa. I tu domniemana ponadczasowość 'smart' i 'clever' wybija się przed skądinąd efektywne 'you are nice', czyniąc je najprzyjemniejszymi dla ucha i duszy.
I think you want a little bit more from me.
Nie powiem, że nie daję rady z obowiązkami (bo chyba problem ma inną naturę), ale nie starcza mi czasu na rzeczy ważne. Na te wyselekcjonowane, na te moje, na te, na których mi najbardziej zależy. W tym na ludzi. Boli tym bardziej, że do tej pory się prawie udawało (no i boli wprost proporcjonalnie do niewyspania :P). Jak to niedawno komuś pisałam, nie da się ogarnąć na raz mankamentów czasu i przestrzeni - albo na coś brakuje godziny, albo to coś jest wściekle daleko.
Za to swoistą rekompensatą są miłe słowa. I tu domniemana ponadczasowość 'smart' i 'clever' wybija się przed skądinąd efektywne 'you are nice', czyniąc je najprzyjemniejszymi dla ucha i duszy.
I think you want a little bit more from me.
niedziela, 5 października 2014
Puzzle
Kiedyś myślałam, że życie jest jak puzzle... (tak w ogóle jestem wielką fanką puzzli, i w czasach posiadania Czasu Wolnego układałam je zimą. Gdy mój Czas Wolny wróci z podróży dookoła świata i przestrzeni, czeka nas wiele wspólnych wieczorów przy puzzlach) ...Wraz z każdym tygodniem lub wydarzeniem życia dokładamy małe kawałeczki, które trzymamy w garści albo na dywanie, często idzie to wolno, a już bardzo często nie ma się pojęcia, gdzie jakiś czerwono-niebieski kawałek by pasował. Elementy różnych układanek się mieszają, i nie wiesz, czy przypadkiem nie trzymasz nogi na puzzlu, który jest integralną częścią obrazka kolegi. Trzeba ich szukać po całym pokoju, nie tylko swoim, a czasem znajdą się po latach za regałem.
Trzeba jednak przyznać, że zawsze gdy człowiek wykaże odpowiednią ilość woli (i gdy powstrzyma się koty przed wchodzeniem do pomieszczenia z puzzlami) nadchodzi taki moment, gdy układanka jest skończona. Seria czerwono-niebieskich klocuszków staje się sceną z 'Pięknej i Bestii' albo 'jesiennym krajobrazem z chmurami', widać wtedy sens każdego kawałeczka, widać jak pasuje do innych, jak bardzo był potrzebny.
Powyższa wizja, choć bardzo ładna :P, jest jednak nieco idylliczna. W życiu chyba bardzo często brakuje nam elementów układanki - nie było ich w pudełku, gdzieś się pogubiły, albo nigdy się nie znalazły. Patrzymy na końcu na ułożony obrazek, i dużej gimnastyki wymaga zauważenie w nim czegokolwiek. Spomiędzy miliona dziur nie sposób dopatrzeć się jakiegokolwiek sensu (przypadek skrajny), lub też brakuje jednego, kluczowego puzzla. Czasem byłby to kawałek mało ważny, fragment chmury gdzieś w rogu, a czasem mógłby być puzzlem kluczowym, nadającym sens układance. Wyjaśniłby on minę na twarzy Belli, opowiedział, co znajduje się na obrazkowym koszyku, lub pokazałby jednopuzzlowego niedźwiedzia w jesiennym lesie.
Porównanie można przełożyć na życie, i równocześnie palnąć truizm, że wszystko jest nam do jego budowania potrzebne. Radości, smutki, tęsknota, miłość, nerwy przed egzaminem na prawo jazdy, ognisko ze śpiewem przy gitarze, rozczarowanie bliską osobą i kartka świąteczna od koleżanki z daleka. Przypomniała mi się scena z 2 części 'Dziadów' z dziećmi szukającymi gorczycy - 'kto nie doznał goryczy ni razu, / ten nie dozna słodyczy w niebie.' Ułożona calutka układanka jest życiem pełnym wszystkiego, jest życiem osoby szukającej nauki i pogubionych puzzli w swoich codziennych doświadczeniach, próbującej nadać sens temu, co robi. Która w dodatku miała dużo szczęścia :P. Myślę, że to szalenie trudne, i jest mało osób, które przy ostatnim ziarenku klepsydry życia widzą cały obrazek. A jeśli jest to obrazek zachwycający - wtedy można umierać spokojnie ;).
Trzeba jednak przyznać, że zawsze gdy człowiek wykaże odpowiednią ilość woli (i gdy powstrzyma się koty przed wchodzeniem do pomieszczenia z puzzlami) nadchodzi taki moment, gdy układanka jest skończona. Seria czerwono-niebieskich klocuszków staje się sceną z 'Pięknej i Bestii' albo 'jesiennym krajobrazem z chmurami', widać wtedy sens każdego kawałeczka, widać jak pasuje do innych, jak bardzo był potrzebny.
Powyższa wizja, choć bardzo ładna :P, jest jednak nieco idylliczna. W życiu chyba bardzo często brakuje nam elementów układanki - nie było ich w pudełku, gdzieś się pogubiły, albo nigdy się nie znalazły. Patrzymy na końcu na ułożony obrazek, i dużej gimnastyki wymaga zauważenie w nim czegokolwiek. Spomiędzy miliona dziur nie sposób dopatrzeć się jakiegokolwiek sensu (przypadek skrajny), lub też brakuje jednego, kluczowego puzzla. Czasem byłby to kawałek mało ważny, fragment chmury gdzieś w rogu, a czasem mógłby być puzzlem kluczowym, nadającym sens układance. Wyjaśniłby on minę na twarzy Belli, opowiedział, co znajduje się na obrazkowym koszyku, lub pokazałby jednopuzzlowego niedźwiedzia w jesiennym lesie.
Porównanie można przełożyć na życie, i równocześnie palnąć truizm, że wszystko jest nam do jego budowania potrzebne. Radości, smutki, tęsknota, miłość, nerwy przed egzaminem na prawo jazdy, ognisko ze śpiewem przy gitarze, rozczarowanie bliską osobą i kartka świąteczna od koleżanki z daleka. Przypomniała mi się scena z 2 części 'Dziadów' z dziećmi szukającymi gorczycy - 'kto nie doznał goryczy ni razu, / ten nie dozna słodyczy w niebie.' Ułożona calutka układanka jest życiem pełnym wszystkiego, jest życiem osoby szukającej nauki i pogubionych puzzli w swoich codziennych doświadczeniach, próbującej nadać sens temu, co robi. Która w dodatku miała dużo szczęścia :P. Myślę, że to szalenie trudne, i jest mało osób, które przy ostatnim ziarenku klepsydry życia widzą cały obrazek. A jeśli jest to obrazek zachwycający - wtedy można umierać spokojnie ;).
środa, 1 października 2014
Falar?
Całkowite zaćmienie mojej skromnej osoby na zajęciach językowych. Magia 7:30 działa, czaruje pani - blondynka. Portugalski dla zmyłki wymawia mi się po francusku, zmieniając po lekku słowa i mieszając akcenty. Mam już swoje ulubione zdanie: "Quem é ela?", z wymową polską, koniecznie symulującą silny wpływ alkoholu. Posłuchajcie sobie, jak to przedstawia google translate przykładowo. Avoir envie de parler cette langue? I guess so.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
